O autorze
Od 1993 roku jestem związany z Zakładem Psychologii Zwierząt, Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego.
Początkowo jako student, potem jako doktorant (1996), a od roku 2000 do chwili obecnej jako pracownik. To unikalne w skali kraju miejsce pozwala mi na zajmowanie się tym, co interesuje mnie najbardziej, czyli genezą, ewolucją oraz funkcjami umysłu w świecie zwierząt.
Gdy ktoś mnie pyta, kim jestem z zawodu mówię, że jestem nauczycielem akademickim. Nie czuję się psychologiem w potocznym rozumieniu tego słowa, nie uważam się też za wyjątkowego badacza, aby mówić o sobie, że jestem naukowcem. Mam to szczęście, że pracuję wśród zwierząt i ze zwierzętami.

Co ich łączy?

Blog, który prowadzę ma charakter popularno-naukowy, ale postanowiłem pokusić się o osobistą refleksję. W końcu z wykształcenia jestem psychologiem.

Zawsze to samo. Jak co roku.

Zawsze nie mogę się doczekać letniej sesji egzaminacyjnej. Wreszcie mogę szykować się do wyjazdu. Zrobić to co każdy etolog kocha najbardziej. Zaszyć się w lesie, obserwować wschody słońca nad mokradłami, podpatrywać naturę i prowadzić ulubione badania - obserwacje zachowania zwierząt w naturalnym środkowisku.



Jak co roku do bazy Wydziału Biologii na Mazurach przyjadą też studenci z naszego Koła Naukowego Etologii i to właściwie im chciałbym poświęcić tę krótką refleksję. Przyjeżdżają - bo chcą. Nie dla stopni, punktów, podpisów, praktyk czy staży. Nie śpią często całe noce podczas prac terenowych, czasem wracają przemoczeni po burzach, pocięci przez komary i kleszcze. Rozstawiają i obsługują sprzęt badawczy, gotują posiłki, sprzątają stację. Są tak różni jak tylko można sobie wyobrazić. Młodzi mężczyźni i kobiety (głównie kobiety - wszak to Wydział Psychologii). Ludzie z dużych miast i małych miejscowości. Długowłosi i wygoleni. Na szyjach noszą krzyżyki, znaki runiczne, labrysy. Niektórzy zdobią ciała kolczykami i tatuażami. W niedzielę, chodzą 7 kilometrów do pobliskiego miasteczka. Część idzie na mszę do kościoła, niektórzy na nabożeństwo do zboru, a część nad jezioro.
Ale codzienie siadają przy jednym stole. Nikt na nikogo nie patrzy z góry, Nikt nie pyta, czemu masz taką dietę, a nie inną. Nie śmieją się z poglądów ... choć często się śmieją. Rozmawiają i choć jest tyle zdań co ludzi przy stole to nie przestają się szanować, pracują i nigdy nie ma potrzeby sprawdzać ani kontrolować ich poczynań.



Pierwszą rzeczą jaką robią po przyjeżdzie do bazy to przemeblowanie jadalni. Osobne stoły używane przez studentów Wydziału Biologii, łączą w jeden duży stół. I zawsze mam problem po każdym posiłku odejść od tego stołu i wcale nie chodzi tylko o jedzenie. Przez chwilę, w środku lasu, patrząc na tych młodych ludzi czuję jakbym nie musiał się martwić o to co będzie się działo w moim kraju w przyszłości...

Trwa ładowanie komentarzy...